Plan wykonany!
No, nadrobiłem znowu parę brakujących newsów i jestem na bieżąco =] Ależ mam determinację, żeby to robić =] Sam się sobie zaczynam dziwić =]
Dzisiaj spędziłem sporo czasu na pracy nad stroną o eBookach… Nawet sobie nie zdajecie sprawy, ile książek naprodukowała Andre Norton. Normalnie drukarka laserowa o.0′ Szok.
Oprócz tego, po raz pierwszy od jakiejś chwili udało mi się Draga na IRCu dorwać i pogadać. Dobrze wiedzieć, że u niego wszystko teraz dobrze idzie. Tak trzymać, Drag!
Na DC dorwałem Yugoton – OMG, jak ja dawno nie słyszałem takich kawałków jak “Malcziki” czy “Rzadko Cię widuję z dziewczętami“. Łezka się w oku kręci, bo się czasy gimnazjum przypominają… A poza tym, jakoś zawsze Yugoton lubiłem. Do tego doszło trochę utworów The Rasmus na listę, jak i Franza Ferdinanda (z którego pochodzi mój opis na GG, jeżeli to kogoś obchodzi
).
Skoro już w temacie muzyki jestem… GSE mi się przypomniało, i ten theme song:
Jaan Kenbrovin – I’m Forever Blowing Bubbles
I’m dreaming dreams,
I’m scheming schemes, I’m building castles high.
They’re born anew, their days are few,
Just like a sweet butterfly.
And as the daylight is dawning,
They come again in the morning!I’m forever blowing bubbles,
Pretty bubbles in the air,
They fly so high,
Nearly reach the sky,
Then like my dreams
They fade and die.
Fortune’s always hiding,
I’ve looked everywhere,
I’m forever blowing bubbles,
Pretty bubbles in the air.
When shadows creep,
When I’m asleep,
To lands of hope I stray!Then at daybreak,
When I awake,
My bluebird flutters away..
“Happiness, you seem so near me,
Happiness, come forth and cheer me!”I’m forever blowing bubbles,
Pretty bubbles in the air,
They fly so high,
Nearly reach the sky,
Then like my dreams
They fade and die.
Fortune’s always hiding,
I’ve looked everywhere,
I’m forever blowing bubbles,
Pretty bubbles in the air.
Jeżeli ktoś ma to na MP3, dajcie znać!
Impreza u Ani
Wybraliśmy się dzisiaj na imprezę, zatem pora na relację (publikowana jako wpis z dnia 30.04, bo nic innego wtedy nie robiłem, a po co ma puste miejsce zostawać
).
Do Kociaka wpadłem około 15, bo tak się umówiliśmy… Ona ciągle jeszcze a papilotach była, przez co wyglądała zabawnie. Potem jeszcze biedactwo się musiało sprężać, żeby sobie spódniczkę poprasować. I jeszcze te papiloty suszyła (LoL, jak można mieć włosy mokre przez 10 godzin?). Ostatecznie spóźniliśmy się jakieś 10 sekund na 9 o 19:12… To był znak, naprawdę. Wsiedliśmy do 4 o 19:15 i przejechaliśmy z jakieś półtorej przystanka, po czym jakaś panna wjechała na tory… Auto miało ostre wgniecenie na wysokości drzwi kierowcy, ale ostatecznie laska była cała. W każdym bądź razie, czwórka swoją trasę zakończyła na dobrą chwilę. Jak to dobrze, że Kociak ubrała do tego swojego stroju adidasy (a przecież sam się z niej śmiałem – na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że zabawnie w nich wyglądała). Na piechotę ruszyliśmy, idąc najpierw do Ronda Mogilskiego, potem Lubicz do Dworca, koło Kleparza aż na Batorego do El Sol. Byliśmy tuż przed 20, o której to impreza miała się zacząć. Ola z Łukaszem byli już na miejscu, ale na Anię z Kamilem (i z prezentem) czekaliśmy jakieś pół godziny… Nie było więc powodu, żeby się spieszyć (tylko kto to mógł wiedzieć wcześniej?).
W samej knajpie było średnio, przynajmniej moim zdaniem. Sala była strasznie zadymiona (nie znoszę papierosów :/), a na stole zjadliwe były tylko chipsy… Dobrze, że chociaż kanapy były wygodne. Ostatecznie przesiedzieliśmy na nich 4 godziny… Kolejnym minusem była muzyka – według mnie do kitu (chociaż np. w pewnym momencie leciało zda mi się AC/DC, a także chyba Depeche Mode), no i za głośna. Jakby nie można ciszej tego było puszczać. Do tego ludzie (no, ale to już od samej knajpy nie zależy) denni byli. A niestety, szybko poszli ci lepsi (ot, Ania z Kamilem poszli po jakiejś godzinie, Ola z Łukaszem polizali się jeszcze z godzinkę-półtorej i też się zmyli)… No, ale Kociak koniecznie chciała szampana (więc dostała razy dwa, bo ja przecież nie piję).
Razem z ojcem odwieźliśmy Kociaka do domu i tak się to skończyło… W sumie nie było aż tak źle, ale nie zmieniło to mojej opinii nt. imprez… Ale cóż, nie narzekam, więc EOT.
Match Point
Ha, oglądaliśmy z Kociakiem Match Point‘a (po polskiemu to chyba “Wszystko gra”). IMO całkiem niezły film, chociaż tenisa w nim prawie wcale nie był
A tak na to liczyłem… Kociakowi raczej się nie podobał – a przecież główny bohater był fajny. No i miał sporo szczęścia (rzut obrączką =]), a to też ważne jest =]
Do tego Kociak na nowo uczy się robić popcorn. Teraz próbowała już trzeciej oliwy (to znaczy, drugiej oliwy + jednego oleju, ale co za różnica…). Nadal są pewne braki, ale postęp widać. Tyle tylko, że IMO łatwiej po prostu kupić gotowy popcorn w sklepie – pewnie wyjdzie odrobinę drożej, ale łatwiej i, chyba, lepiej. A może to ja miałem szczęście i nie dostałem nigdy popcornu ociekającego tłuszczem? Lucky me? Widziałem także w Kefirku popcorn do mikrofalówki – chyba się skuszę i zaryzykuję kiedyś, bo to się wydaje naprawdę fajną rzeczą =]
I nie, Kociak, popcorn w Multikinie nie jest najlepszy, chociaż w kategorii Cena z pewnością prowadzi (sortowanie malejące).
Czy umiesz robić omleta?
Nie mogłem się powstrzymać… Tak to wyszło podczas powrotu z basenu… Kociak stwierdził, że nie umie
A dzisiaj z Lajn rozmawiałem (o, trzecioklasiści dzisiaj skończyli LO, gratulacje Lajn i Cas!) i stwierdziła, że umie…
Zatem sonda, by każdy mógł się wypowiedzieć =] Można również zostawić odpowiedź w komentarzu (ale zagłosować też wypada).
Zabawne statystyki…
Jak zawsze przeglądam te wyniki wyszukiwań, które doprowadziły gości do mojej strony… I OK, część jest normalna, ale gdy widzę np. JESTEM BIEDNY WIERSZ to po prostu padam… Nie jestem biednym wierszem, pragnę oznajmić =] A niektóre wyrażają to, co myślą o moim blogu odwiedzający: who cares kogo to obchodzi. 300 wyraźnie traci na popularności, chociaż ciągle notuję jakieś wejścia. lesbi też jakby mniej…
Ostatnio jedynymi, które piszą komentarze, są Sathi i Gwen (dzięki dziewczyny!), a reszta się jakoś pochowała… Co to, mam was pojedynczo do tablicy wywoływać? Gdzie podział się Kociak, gdzie Ola (która ostatnio tylko zostawiła adres do swojego nowego bloga)? Szank? Azru? Cas? Anyone?!
Poza tym, nadrobiłem w końcu wpisy z tego tygodnia =] I Kociak nie miał racji – mam każdy dzień zapełniony. Ha!
Zaczęło się wolne… Parę rzeczy zaplanowałem:
- pojechać z Kociakiem na imprezę do Ani, a także na ognisko do Wiśni;
- skończyć i wysłać list od Lajn;
- przeczytać trochę dobrej fantastyki (m.in. zbiór opowiadań Ziemkiewicza “Coś mocniejszego”);
- wystartować z dobrym serwisem o e-Ink/e-Bookach, ew. dopracować projekt przed wypuszczeniem w świat;
- napisać bazę z JiTP;
- napisać programy z AiSD;
- napisać sprawozdania z fizyki;
- przeczytać “11 minut” (pożyczone od Kociaka);
- pouczyć się;
- … i wiele, wiele innych…
Boję się, że wiele z tej listy nie zrealizuję, ale cóż, będę się starał. Trzymajcie kciuki!