Kierki master or don’t fuck with Mori i kobiece problemy

9.05.2007 at 07:45:34 (My Life)

Prosta zasada, w punktach, żeby każdy mógł zrozumieć:
1.) Jeśli chcesz wyzwać Moriego na pojedynek, zastanów się dwa razy;
2.) Jeśli dalej chcesz go wyzwać, wróć do punktu pierwszego.

Niestety, biedny Kociak nie znał tej zasady… Wczoraj tryumaflnie oznajmiła, że udało jej się ograć mnie w kierkach. Oczywiście mowa o wersji off-line’owej, tej standardowej z XP, ze zmienionymi imionami graczy (i akurat jednym z nich musi być Mori :/). No cóż, oskarżyłem ją o czitowanie (nie mogłem przecież darować takiej zniewagi), więc powiedziała, żebyśmy zagrali na Kurniku… Why not, pomyślałem. Poszedłem zatem po jogurt i zaczęliśmy. Dałem jej na początku poprowadzić (niech ma coś biedactwo z życia), by pokonać ją w ostatnim rozdaniu. Przebieg partii jest dostępny tutaj, a tutaj widać go na moim koncie. Kociak grał jako #1, ja #2. I jeszcze próbowała to wszystko przypisać po prostu szczęściu. PFF! Mori ownuje!

Mieliśmy iść dzisiaj znowu na basen. No ale niestety, przez pewne kobiece dolegliwości, nie idziemy. Dobra, mówi się trudno, trzeba to zaakceptować. Najzabawniejsze jest to, że przed długim weekendem usłyszałem w środę, że niestety, w tym czasie wolnych miejsc nie ma, bo wykupione wszystko, i żeby pytać o wtorek. W poniedziałek więc pytam Kociaka, kiedy idziemy się dowiedzieć, a ona mi na to, że dzwoniła i w środę możemy iść. To ja już nic nie łapię. Czyżby ta pani mnie nie kochała i nie chciała, żebym chodził na basen?! Ale jak można nie kochać Moriego (pytanie dedykowane Alurze – Ty w końcu wiesz, prawda?)?! A może ja po prostu ich wszystkich zawstydzałem swoją super-formą i nie chcieli, żebym dołował resztę pływających… Może, może… Dobra, to ja po prostu pojadę i posiedzę u Kociaka te parę godzin po WFie… I tak jutro wolne!

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz