Zniszczone marzenia…
Nie, nie moje. Moje to padły, gdy na świecie istniały jeszcze smoki i dziewice. Czyli bardzo, bardzo dawno temu. Nie, dzisiaj niszczone były marzenia Kociaka, bo biedactwo ciągle przekonane, że to ona będzie dyktować warunki pracodawcy. I że będzie w stanie pracować 8 godzin dziennie za uczciwe pieniądze. IMHO bzdura. I jeszcze mi mówi, że ona nie będzie w aptece pracować, bo tam się pracuje 12 godzin (od 8 do 20), że już wolałaby pracować 8 godzin w kiosku (gdzie, jak sama powiedziała, dostaje się 1000zł na miesiąc). Tyle tylko, że zapomina, że za ten tysiąć ona będzie musiała zapłacić za mieszkanie, za media, za jedzenie, za ubrania i wszystkie inne rzeczy… Mieszkając z mamą może tego nie rozumieć, ale taka jest prawda (ot, wiem z opowiadań Sathi, ile ona wydaje i jak się żywi… I za ile). Wszystko dlatego, że biedny Kociak chce mieć czas dla siebie. A i tak w tym wolnym czasie nie będzie jej się chciało niczego robić, raczej będzie ją frustrował brak gotówki. I że będzie siedzieć w tych swoich czterech ścianach i tyle. Szybko odkryje, że to jednak nie tak miało być, że nie jest tak różowo, jak myślała że będzie.
Pozostaje tylko zacytować Depeszów: Dream on, dream on… Bo marzenia są piękne, ale nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością…
A może to ja mam skrzywione i zbyt kapitalistyczno-materialistyczne poglądy? Może za 1000zł na miesiąc można w Polsce żyć na dobrym poziomie? No, szlachta mojego bloga czytająca, wypowiedźcie się! Szczególnie brać studencka, w końcu mieszkacie na stancjach i tym podobnych… O ile jest raczej pewnym, że nie macie szans przekonać Kociaka (a może macie, mnie się w każdym bądź razie nie udało), to może mnie wyprowadzicie z błędu, jeżeli mój pogląd jest rozbieżny z światem rzeczywistym…
Dodatkowo, usłyszałem dzisiaj, że Ania z Olą się na mnie obraziły po mojej relacji z imprezy u Ani (tej drugiej Ani)… Przepraszam, dziewczyny, ale ja szczerą prawdę napisałem. I nikt mi nie wmówi, że jedna z Was się nie spóźniła, a druga nie siedziała cały czas na kolanach chłopaka liżąc się z nim (taaaaa, długi namiętny pocałunek, sure :/). Jak już powiedziałem Kociakowi – prawda w oczy kole
A wydanie 780 zł na sukienkę uważam za sumę wyrzuconą, wybacz Olusiu, w błoto – założysz taką sukienkę ze 3-4 razy, potem skończy w szafie… Naprawdę, nie warto. Stare przysłowie pszczół mówi: “Nie szata zdobi człowieka, lecz człowiek szatę”…
Szank powiedział
8.05.2007 @ 23:04:04
Jezeli sie za duzo nie pije to mozna wyzyc za 1000 zeta. I nawet zostanie troche na kawalek szynki raz na miesiac
.Mowie oczywiscie o warunkach studenckich, bo za wynajmowanie mieszkania placi sie ciut wiecej niz za akademik/stancje.
Po dluzszym namysle stwierdzam ze nawet wynajmujac mieszkanie da sie przezyc.Ale ja nie chcialbym tak zyc.Zaoszczedzenie czegokolwiek graniczyloby z cudem.
Pozdrawiam,
Maciek
Mori powiedział
9.05.2007 @ 06:53:35
Ależ ja nie twierdzę, że nie można wyżyć, tylko co to wtedy za życie…
“Miała być JAKOŚĆ, jest JAKOŚ, tylko gdzie to Ć…”
Sathi powiedział
9.05.2007 @ 07:16:16
Eee.. ja to bym i za 500 zeta wyżyła
Jak bym tak miała 1000 miesięcznie…. *.* Oh, ah… To by mi wyszło jakieś 20 zeta na dzień ;] Wcale nie tak mało, prawda? Za 20 zeta dziennie to spokojnie zrobisz porządny obiad, wypełnisz lodówkę i jeszcze Ci zostanie na drobne przyjemności… jak na przykład bilet PKP XD Chyba, że ja jestem wyjątkowo mało wymagająca… ^^”
Szank powiedział
9.05.2007 @ 07:52:34
@Sathi : ok, mamy 500 zeta na dzien.Ile placisz za mieszkanie prad wode itd itp… ? powiedzmy ze 300 zeta.Wiec masz 200/miesiac na zycie czyli 6,66 zeta dziennie.mniej wiecej tyle kosztuje obiad w barze mlecznym.Wiec nie jesz juz sniadania ani kolacji.Nie wspomne o takich luksusach jak mydło czy papier toaletowy, bo gdybys chciala mniec takie “zbytki” to glodowala bys 10 dni w miesiacu
To tyle moich wyliczen
@Mori “Ć” kosztuje okolo 2000 zeta na miesiac.I za taka cene to “Ć” bedzie uzywane, z komisu i w niezbyt dobrym stanie technicznym
Mori na AIDS powiedział
9.05.2007 @ 10:35:13
@Sathi:
Taaak, Sathi, tak. Bogata byś była =] Nawet na obiad by Cię codziennie stać było =] Ale radocha =]
@Szank:
Niektórzy (czytaj: Sathi) nie jedzą obiadów, tylko cały czas kromki chleba z jakimiś dodatkami. Wtedy to taniej wychodzi i można się wyrobić w 500 zł na miech… Tylko właśnie “Ć” brakuje…
A tak w ogóle, jak się ma 500 zł na DZIEŃ, to nie ma problemów z “Ć”…
Kociak :] powiedział
9.05.2007 @ 13:22:27
A ja bede miala nieco inne warunki
. Mieszkanie mam wlasne, wiec sam czynsz place, nie musze dodatkowo za wynajem. A na obiady do mamy :]. Wiec 1000 zl na miesiac, odliczajac obiady, wystarczy.
.
Zreszta, cos juz chyba mowilam o tym, jak mi sie zylo kilka lat temu…Dokladnie sie dowiedzialam- to bylo ok 1250 zl na dwie osoby. Wystarczalo spokojnie, i to wcale nie tak, zebym jadla suchy chleb, nie mogla sobie kupic czasem niczego do ubrania albo nie chodzic od kina (chodzilam prawie co tydzien :]). Wiec wystarczalo spokojnie i na porzadne jedzenie, i na rozne przyjemnosci. Wiec takie 1000 zl na poczatek w takich warunkach, o jakich mowie, wystarczyloby moze nie na ‘rozne przyjemnosci’, ale na porzadne jedzenie i ‘czasem troche przyjemnosci’
Olusia powiedział
9.05.2007 @ 14:14:13
tańszej nie znalazłam, tzn były ale brzydkie:/ więc nie miałam innego wyjścia..
ale to był naprawdę baaaaaaaaaaaaaaardzo namiętny pocałunek
poza tym nie siedzialam u niego na kolanach
:P:P
Sathi powiedział
10.05.2007 @ 14:00:09
Szank… teraz mam 750 zeta na miesiąc i każdego miesiąca zostaje mi ~200 zeta oszczędności ;] A żebym jakoś specjalnie oszczędzała, to nie powiem… Na każdy weekend wyjeżdżam, więc na bilety trochę kasy schodzi. Jedyne co, to po prostu nie robię normalnych obiadów ;] I tak mi się nigdy nie chce XD
szank powiedział
10.05.2007 @ 14:17:47
@Sathi ja co miesiac wydaje ok 750 czyli troche wiecej.Zreszta nigdy nie robilem zadnych obliczen.To tylko wartosc przyblizona.A pozatym gdybym ja co tydzien wracal do domu i bral zapasy na 5 dni, to bym mniej wydawal
.Zastanow sie ile bys wydala na 7 obiadow, a ile wydasz na przejazdy …
Sathi powiedział
10.05.2007 @ 17:20:38
Szank… ja nie biorę z domu jedzenia….
Czaaasem coś mi mama wciśnie jak ma za dużo, ale od początku studiów to było raptem… 2 – 3 razy ;] Nie wspominając o tym, że nie zawsze do domu jeżdżę
A za przejazdy miesięcznie mnie wychodzi… jakieś 150 zeta.
Szank powiedział
10.05.2007 @ 19:08:56
Ok, napisalismy juz ile i na co wydajemy forse.Chyba pora skonczyc dyskusje
.
dalesze jej prowadzenie mija sie z celem
Pozdawiam,
Maciek
Mori powiedział
10.05.2007 @ 19:32:01
Kociak dowiedział się jeszcze dokładniej – za kiosk było 650 zeta, i to za 7 godzin 6 razy w tygodniu. LoL, czyli że Szank już głoduje w kiosku =] Biedny Szank, jak nie zapomne, wezme Ci jakąś bułkę albo co na uczelnię
@Sathi:
Taaa, bielty do Wrocka, do Pho, trochę kosztują, nie?
Poza tym, wy sobie nieuczciwie odliczacie te weekendy z płatności… Darmowa wyżerka i tyle!
Sathi powiedział
10.05.2007 @ 22:21:56
Mori.. no, trochę… ponad 50 zeta za jeden weekend
Szank powiedział
11.05.2007 @ 08:40:36
@ Mori ; chyba rzeczywiscie.gdybym doliczyl rachunki za dwie komorki, ktore placa za mnie rodzice, to raczej bym nie wyzyl za 650 :/.
@ Sathi: raz piszesz ze co weekend wyjezdzasz, a potem ze nie zawsze wtacasz do domu.Nie wzialem pod uwage ze czasami jezdzisz gdzie indziej
Zaid Bethanie powiedział
20.09.2007 @ 03:04:18
our way to beautiful gir. Zaid Bethanie.
Mihangel Caiaphas powiedział
22.10.2007 @ 01:51:03
you had me suicidal, suicida. Mihangel Caiaphas.