I po AIDS…

25.04.2007 at 22:56:55 (My Life)

Chyba nie było aż tak źle, chociaż pewnie będzie 2.0. Ale przynajmniej coś napisałem, nawet jakoś listy momentami zrozumiałem. A jak fajnie było sprawdzać, co dany kod robi, jak zacząłem te strzałki kreślić i rysować nowe po przepięciu… Coś pięknego. Do tego test całkowicie cyforwy – przepisywaliśmy pytania z PDFów (że też nikt ich nie skopiował :/), wyświetlonych na monitorach w 202… To się nazywa technika :P

Był mecz dzisiaj, pomiędzy 11i i 12i. I w zasadzie był remis, bo bramka dla 12i uznana została mimo tego, że Dominika nikt nie miał prawa TAM dotykać. Potem był grill, na którym nie zostałem, bo pojechałem do Kociaka, a z nią – na basen.

Niestety, nie jestem ostatnio w formie. Przez pewien czas pływało mi się dobrze, a potem… Jakby powietrze ze mnie uszło. Dwa tygodnie temu tak się nie zmęczyłem, dlatego nie mogę tego zrozumieć… Niedobrze ze mną. Może umieram? A może to AIDS? :P

Bezpośredni odnośnik 3 komentarzy

Jutro AIDS :/

24.04.2007 at 21:45:51 (My Life, WWW)

Tia, jutro mam AIDS, a ciągle nic nie umiem. Do tego nie napisałem wszystkich programów. Ogólnie to przewalone będzie. Niby coś nadrobiłem, jakiś jeden czy dwa dopisałem, ale to mało… Przez wolne będę musiał nadgonić i liczyć na to, że to jutro jednak sprawdzane nie będzie.

A dzisiaj w sumie dobrze było. Rano wykład z analizy – krótko mówiąc, pogadaliśmy sobie z kumplami. Potem spotkałem się z Przemem i zamiast na wykład z AIDSa skoczyłem do Galerii Krakowskiej, do McD, na frytki. Pogadaliśmy o studiach, o ognisku (okazuje się, że przychodzi więcej osób niż powinno, nie jest dobrze :/) i jakoś tak zeszło. Potem zaliczyliśmy Alberta (Coca-Cola kosztuje 10gr mniej niż Nesti [jak to się właściwie pisze?] :P ) i połaziliśmy po budowie koło PK =] Ponieważ Przemo wybierał się na ćwiczenia z matmy, pojechaliśmy sobie windą (gadającą, jak na AP, nie znoszę takich :/) na trzecie piętro… A potem wybyłem po Kociaka, u którego też jakiś czas posiedziałem…

Jeżeli chodzi o inne newsy, jestem w trakcie czytania antologii “Światy braci Strugackich: Czas uczniów” (tak, to ja dodałem tę książkę do BiblioNETki =])(tak, mam konto w BiblioNETce od 20.09.2003)… Jestem w trakcie “Trudno stać się Bogiem” Rybakowa, ale idzie jak po grudzie… Nigdy nie rozumiałem Stugackich, nie przemawiały do mnie ich książki (chyba tylko jedną jakoś dalej doczytałem), a niektóre z opowiadań w tej antologii… Są po prostu nudne. A może zbyt poważne dla mnie, zbyt filozoficzne? Przefilozofowane? Nie wiem :/ Wiem za to, że jeżeli kupiłbym sobie eBookWise’a 1150 (i jeżeli obsługiwałby polskie znaczki), mógłbym czytać więcej i to tego, co mnie bardziej interesuje. e-Ink FTW! Niech tylko zmuszę paru Amerykanów do przetestowania polfontów i będę kombinował, jak tu to cudo do Polski ściągnąć…

Bezpośredni odnośnik 15 komentarzy

Last week

23.04.2007 at 23:49:28 (My Life, WWW)

No cóż, ostatni tydzień przed trochę dłuższym wolnym. I tak mi się nie chce na uczelnię jeździć, ale trzeba. A przynajmniej tak mnie przekonuje matka.

Dzisiejszy dzień był zakręcony… Rano się dowiedziałem, że biedny Pho ma mi za złe, że nic o nim na blogu nie napisałem (a każdy chce być sławny, chociaż przez chwilę, prawda?). No cóż, Pho, to wina tego, że nie jeździsz na zawody jak Drag (który, ciekawe, zajął jakieś miejsce tam?)… Poza tym, zamiast ładnie w Traviana, to Ty w jakieś RO więcej grywasz. Albo w to wasze łowienie ryb, tylko ja już zapomniałem, jak to się nazywa…

Oprócz tego, pojechałem do Kociaka, posiedzieliśmy sobie u niej i wyjaśniliśmy (a w zasadzie to nie) parę spraw. Potem poszliśmy razem na przystanek, bo biedactwo jechało do dentysty i bardzo się bało (jak się potem okazało – niepotrzebnie – dziur nie znaleziono, ząbki zalakowano [or sumtin like dat ^^']).

Ja, zadowolony, pojechałem na ekonomię. Byłem nawet na czas – na 16:30. To znaczy, na mój czas, bo podobno my zajęcia zaczynamy o 15:30 =] Przynajmniej pani była wyrozumiała i pozwoliła się po zajęciach dopisać do listy. Tylko wszyscy się śmiali, jak wchodziłem, a ja nie wiedziałem czemu.

Do tego pewna kłótnia na pewnym forum była. Ponieważ nie lubię, jak się mnie krytykuje, jeżeli nie zna się sytuacji (to znaczy, szczególnie wtedy, ogólnie jakoś za krytyką nie przepadam, choć nic sobie z niej nie robię), to i ja w podobnym stylu wszystkie posty przeleciałem. Nie będą mi dzieci (i co z tego, że niektórzy może i starsi? I tak dzieci!) podskakiwać. Jako, że wszystko dobre co się dobrze kończy, ja już tam postować nie zamierzam (a i zarejestrowałem się tylko dla tego jednego jedynego posta), poza tym trochę osób zrozumiało i przestało (a przynajmniej taką mam nadzieję).

No i na zakończenie taki taki fragment z IRCa:

[23:03] <M0ri> k, nite all
[23:03] <M0ri> ni7e Sa7h =]
[23:03] <Sathilia> branoc, Mori
[23:14] <olga`> ech
[23:14] <olga`> ja też idę
[23:14] <olga`> mori, posuń, się
[23:14] <olga`> ;d
[23:14] <olga`> dobranoc
[23:14] <olga`> ;]
[23:17] <Sathilia> ciekawe, co na to Kociak Moriego… ;]
[23:25] <olga`spi> też się posunie…
[23:25] <olga`spi> XD

Bezpośredni odnośnik 3 komentarzy

Było dobrze

22.04.2007 at 06:54:40 (My Life)

Nareszcie udało mi się niczego nie zepsuć (chyba) i Kociak była zadowolona. Ha, czyli jeszcze coś mi się czasami udaje =]

Poszliśmy sobie wczoraj, jak to ona stwierdziła, “na kocyk” (choć po zobaczeniu kocyka lepszym stwierdzeniem byłoby “na obrus” :P ), poleżeliśmy chwilę w parku AWFu… Było miło, nawet jeżeli trochę chłodno (zwłaszcza, gdy wiał wiatr). Do tego stopnia, że Kociak włożył moją kurtkę (bo jej płaszcz to by się pomiął =]). A potem dostałem telefon od ojca, że matkę naszła ochota na zjedzenie czegoś słodkiego == Dobra, byliśmy blisko M1, więc się tam przespacerowaliśmy (słodkie z M1 jest dobre, bo jest dobre i tanie), kupiłem parę wafelków (bo tego sobie konkretnie mama zażyczyła, czegoś się dowiedziałem po jej telefonie jako odpowiedzi na mojego SMSa) i poszliśmy na Centralną (bo tam siedziała jako weryfikator).

Do Kociaka wracaliśmy przez Gałczyńskiego, potem Tuwima… Wyszliśmy koło salonu Hondy (a Kociak przy okazji popisywała się, jak to umie auta rozpoznawać, trzeba przyznać, że nawet nieźle jej to szło, I’m impressed) i ostatnie dwa przystanki, od Stelli, przejechaliśmy w dziewiątce (tu na trasie jechał jak zwykle skład powered by 105N(A?), gdyby to kogoś interesowało :P ). Już na miejscu, u niej, Kociak próbowała we mnie wmusić lody (bo one były z czekoladą Milka!), ostatecznie potem dostałem innego. Na kompie znalazłem kolejne karaoke w wykonaniu mojej małej artystyki, ale zapomniałem wysłać. Dobra, nadrobię przy okazji =]

A tak w ogóle, to coś dzisiaj mi się średnio spało. A teraz kaszlę co chwila :/ Normalnie gruźlica, jak Kociak opowiadała :P A może to dlatego, że teraz trzeba będzie nad programami z AIDSa popracować, w końcu mają być oceniane w tę środę, podczas kolokwium…

O, tak mi się jeszcze przypomniało – w przyszły poniedziałek idziemy z Kociakiem na 17-nastkę do jej koleżanki (brzmi to głupio, ale inna nazwa nie byłaby prawdziwa), a potem, w sobotę, na ognisko do Wiśni! W końcu zjem sobie dobrą kiełbaskę i obejrzę te zakazane mordy z liceum :P

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Piękna pogoda!

21.04.2007 at 10:07:22 (My Life, Pozycjonowanie)

I znowu za oknami piękna pogoda – dlatego wybieramy się gdzieś z Kociakiem (w sumie to ja nie wiem gdzie ona chce mnie zabrać – uważacie, że powinienem wziąć nóż? Tak na wszelki wypadek, przecież nie wolno ufać kobietom…). Mogło by być odrobinę cieplej, ale nie będę narzekać – przynajmniej świeci słoneczko, a nie pada deszcz…

W końcu udało mi się nadrobić zaległości na blogu – już mi Sathi na IRCu nie będzie zarzucać, że nie ma co czytać (swoją drogą, przeżyłem szok, gdy się dowiedziałem, że Sathi i Gwen mojego bloga czytają… Kurcze, stałem się popularny =]).

Przeglądam też na bieżąco statystyki odwiedzin bloga. Okazuje się, że Google rzuciło się na moje receznje filmów: “300” oraz “Labirynt Fauna“. W ciągu ostatniego miesiąca pierwszy z wpisów został przeczytany 138 razy, a drugi – 55. Środkowe miejsca, drugie i trzecie, zajęły odpowiednio wpisy Lesbi friends (zboczeńcy!) oraz Moja prawdziwa miłość (niepoprawni romantycy!). Na miejscu piątym recenzja “Kodu Leonarda da Vinci” Dana Browna (choć większość pewnie szukała recki filmu…). Dla mnie to olbrzymie zaskoczenie – nie starałem się bowiem jakoś zbytnio reklamować bloga, a mimo to odwiedzin jest coraz więcej… Szkoda tylko, że komentarzy tak mało – jeszcze rozumiem tych, co to wpadli przez przypadek (i Google)… Ale że niektórzy znajomi boją się coś napisać… Dziwne. Co jest, nie macie NIC do powiedzenia?!

Bezpośredni odnośnik 5 komentarzy

« Poprzednia strona · Next page »