Z nudów…

12.04.2007 at 19:52:56 (My Life, WWW)

Echhh, no i noga i ręka bolą dalej. I to nawet bardziej niż wczoraj, ale to chyba normalne. Nasmarowałem sobie obie kończyny Altacetem, po który Kasia skoczyła do apteki. Może coś to pomoże i jutro jakiś bardziej ruchliwy będę. I tak biedny szank będzie miał przewalone na tych laborkach z fizyki, bo ja się do niczego nie będę nadawał, może do odczytywania liczb…

Powinienem się uczyć… A tymczasem co robię? O to. Po prostu bosko. A jutro, w piątek 13, o 16, egzamin pisemny z analizy. Jak to napisał ktoś na forum – LAST CHANCE :/ Marnie to widzę, oj marnie… Szank, na Twoim miejscu to ja bym zlookał, tak na wszelki wypadek, pod kogo Ty się podpiąć możesz z tej fizyki… Just in case…

Oprócz tego, zeżarłem trochę szarlotki od babci =] Naprawdę pyszna, do tego jeszcze z galaretką na górze =] Macie pecha, nie dostaniecie :P Do tego jeszcze pokorespondowałem z pewną osobą odnośnie pewnego serwisu z e-bookami… Dawno nic nie robiłem, pora zacząć. Zwłaszcza, że zapowiadają się wcześniejsze wakacje…

O, i jeszcze taka myśl (OMG, chaotyczny ten post się zrobił :/), taka Kociakowata: dopiero jak cierpię, potrafię zrozumieć, jakie coś (albo ktoś) jest dla mnie cenne, mimo, że zawsze uważam to za coś normalnego, co po prostu jest… Kto by pomyślał, że aż tak często używam lewej ręki. Albo, że lewa stopa też jest ważna…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz