Mieszkanie, BMW i King
Niby dzisiaj Wielkanoc, ale mnie to jakoś średnio kręci. Owszem, rano byłem na śniadaniu u babci, a potem w kościele, ale to tyle. Szczególnie, że jakoś za praktykującego się nie uważam. Dlatego też nie będzie na blogu jakichś specjalnych życzeń. Nie wierzę i tyle. A zresztą – ludzie wierzący i tak się do zasad swojej wiary nie stosują… Po co zatem udawać?
Byliśmy z Kociakiem zobaczyć to Jej drugie mieszkanie… Moje pierwsze wrażenie – maaaaalutkie jest. Dobra, w Dębicy sam miałem mniejsze, ale obecnie przyzwyczajony jestem do życia na tych dziewiędziesięciuparu m2… Z drugiej strony, domofon cyfrowy (elektorniczny?), zawsze mi się takie podobały. I euroskrzynki! Oprócz tego jest ładny, duży balkon.
Wracając, zaciekawiła mnie ta żółta beemka. Tylko trzy fotki, wiem, i to z tego samego praktycznie miejsca, ale… Obok stały inne auta, nie za bardzo widziałem możliwość przesunięcia się… Od tyłu fotki jakoś zapomniałem zrobić :/ Dwie pierwsze fotki są z fleshem, trzecia bez. Można ocenić różnicę.
Oprócz tego coś dla moich wrogów – ha, nienawidzę was i chcę, żebyście umarli. A zatem prezentuję wam tę oto galerię pod tytułem “Mori na żelu“. Oczywiście, przyjaciele, znajomi, fanki, kochanki etc. nie klikają w ten link – chcę, żebyście żyli (bo możecie mi się jeszcze kiedyś przydać). Fryzura inspirowana Kociakiem i Jej nieśmiertelnym “Mógłbyś sobie stawiać te włosy na żelu”… Ano mógłbym – co więcej, chciała to zrobiłem. Tylko czemu się potem ze mnie śmiała?
Na koniec piękne opowiadanie Stephena Kinga – “Człowiek, który kochał kwiaty”. Zachęcam do ściągnięcia i przeczytania (.exe, bo to samorozpakowywujące się archiwum RARa – potem dostajecie plik .DOC).
O, i na koniec taki mały rant… Monika czyta fantasy, Jabcok (eee… Magda?) lubi Kinga… Dobrze, że chociaż Kociak jest taki kochany, śliczny i mądry, bo co ja bym inaczej zrobił…