Terry Goodkind – “Pierwsze prawo magii” – recenzja
Dzięki uprzejmości Maciasa mogłem przeczytać pierwszy tom serii “Miecz Prawdy” Goodkinda wydanej w Polsce przez Dom Wydawniczy REBIS. Dziękuję jeszcze raz!
Książka opowiada o przygodach młodego leśnego przewodnika, Richarda Cyphera. Jego życie nie jest proste – matka zginęła z pożaże domu, a niedawno jego ojca brutalnie zamordowano. Niestety, los nie chce, by miał łatwiej – na swej drodze spotyka Kahlan Amnell, Matkę Spowiedniczkę, którą ratuje przed atakiem bojówki. Wszystko nagle zaczyna się zmieniać… Richard zostaje ogłoszony Poszukiwaczem Prawdy i ma za zadanie uratować świat…
Wydawałoby się, że to kolejna historia jakich wiele. Przed przeczytaniem tej książki byłem przekonany, że w świecie fantasy (a przynajmniej takim normalnym fantasy, ew. heroic fantasy) nie da się już nic nowego wymyśleć. Goodkind mnie zadziwił – szczególnie wymyślone przez niego nowe profesje. O ile Poszukiwacz Prawdy to po prostu jakiś taki święty mściciel, obłąkany paladyn (no cóż, nie do końca, ale to wydaje mi się najlepszym porównaniem, na jakie mnie stać), to odpowiednika dla Spowiedniczek nie znajduję nigdzie. Do tego dochodzą choćby okrutne Mord-Sith (chociaż Denna była fajna =] Szkoda, że to tylko książkowa, nie realna postać…), pomysł istnienia ‘granic’ pomiędzy światami i otrzymujemy naprawdę interesującą i wciągającą historię, osadzoną w świecie, który czymś się od innych światów fantasy różni. Nie ma się wrażenia (a przynajmniej ja nie miałem), że to znowu to samo, co było wcześniej. Refreshing!
Do tego dochodzi wartka akcja, w miarę interesująca fabuła z kilkoma naprawdę dobrymi wątkami pobocznymi (ot, i wychodzi moje skrzywienie: tresura Richarda była wciągająca), a całość daje naprawdę świetną książkę. I, co najdziwniejsze, nie ginie żaden z ‘głównych dobrych’, a mimo to aż tak bardzo mi to nie przeszkadzało. Naprawdę warto przeczytać, bo, choć to nie “Czarnoksiężnik z Archipelagu”, to dalej jest to bardzo dobra i porywająca książka.
Zack Snyder – “300″ – recenzja

Jak każdy normalny mężczyzna, interesuję się wojną i wojskowością. Dodatkowo, uwielbiam Starożytność – a w szczególności starożytną Grecję. Dlatego “300″ było filmem, którego nie mogłem przegapić.
Na wstępie chcę zaznaczyć, że film nie tyle opiera się na przekazach historycznych, ale na komiksie Franka Millera ““. Dlatego też na film należy spojrzeć trochę inaczej…
Ale od początku. “300″ opowiada historię dramatycznej obrny Wąwozu Termopilskiego, gdzie garstka Greków stawiała opór olbrzymiej perskiej armii Kserksesa. Z lekcji historii wszyscy powinni znać to wydarzenie, jak i wspaniałą postawę Leonidasa I, króla Sparty. Każdy powinien znać też epitafium Symonidesa:
Przechodniu, powiedz Sparcie, tu leżymy – jej syny.
Posłuszni jej prawom do ostatniej godziny.
Jak więc widać, generalnie pomysłowi nie da się nic zarzucić. Pora wiec na inne aspekty. Usłyszałem gdzieś opinię, że film ma jakieś konotacje gejowskie – sam takowych nie znalazłem. To, że mężczyźni, jak to się żartobliwie mówi, walczą w samych majtkach jest wynikiem tego, że tak się w owych czasach ubierano. Nie dziwi też przewaga mężczyzn nad kobietami w obrazie – trudno wyobrazić sobie, by Grecję i Persję w wojnie reprezentowały kobiety. Chyba, że byłaby to wojna na plotki =] Poza tym, kobiety również pojawiają się na filmie – jak choćby małżonka Leonidasa, królowa Gorgo (która, by uzyskać poparcie spartańskiej rady, oddaje się Theronowi) czy kobiety w namiocie Kserksesa (i to powód, dla którego film powinni zobaczyć nienormalni faceci, którzy nie interesują się wojną =]).
Film, jak każdy inny, ma również wady. Mnie osobiście przeszkadzało nagromadzenie fantastycznych stworzeń, często zdeformowanych. I tak mamy do czynienia z przerośniętym nosorożcem (do zabicia którego Spartanom wystarcza jedna włócznia!), powiększonymi (pewnie silikonem) słoniami, ze zdeformowanym trollem (bo jak inaczej nazwać to cudo, które w łańcuchach trzymają Nieśmiertelni?), w końcu widzimy również samych Nieśmiertelnych. Zapewne wszystko to pojawiło się w komiksie, mnie jednak nie pasuje generalnie do klimatu całego filmu. To jednak, jakby nie patrzeć, tylko drobne szczegóły, na które spokojnie można nie zwracać uwagi i delektować się samym obrazem.
W filmie jest sporo scen batalistycznych. Część z nich, z powodu wspomnianych kreatur, jest średnia, większość jednak ogląda się bardzo miło. I nie zmienia tu nic fakt, że np. Spartanie wyruszając nie mają hełmów, za to gdy stają na placu boju są już w nie odziani.
Podsumowując, film sprawia naprawdę dobre wrażenie, nie dziwi więc wynik otwarcia – w Polsce premiera “300” zgromadziła ponad 174,5 tysiąca widzów, co, jak podaje StopKlatka jest najlepszym wynikiem otwarcia dla filmu opartego na komiksie. I choć wiem, że to pewnie zasługa bardziej klimatu dzieła, to nie umniejsza to sukcesowi filmu. I to zasłużonemu! Polecam =]

Na zakończenie jeszcze parę cytatów w oryginale, bowiem są naprawdę wspaniałe (cytaty skopiowane z IMDb):
Persian Officer: Fools! Our arrows will blot out the sun.
Stelios: Then we will fight in the shade!
Xerxes: Yours is a fascinating tribe. There is much our cultures could share.
Spartan King Leonidas: Perhaps you haven’t noticed, but we’ve been sharing our culture with you all morning.
Xerxes: Your Athenian rivals will kneel at your feet… if you but kneel at mine.
Spartan King Leonidas: That is quite an offer. I’d be crazy to refuse it. But this kneeling business… I’m afraid killing all those slaves of yours has left me with a nasty cramp in my leg.
[Dilios is putting a patch over his eye]
Spartan King Leonidas: Dilios, I trust that “scratch” hasn’t made you useless.
Dilios: Hardly, my lord, it’s just an eye. The gods saw fit to grace me with a spare.
Dilios: Hundreds left, a handful stayed, only one looked back.
Spartan King Leonidas: Spartans! Ready your breakfast and eat hearty… For tonight, we dine in hell!
Dilios: The enemy outnumber us a paltry three to one, good odds for any Greek!
Dan Brown – “Kod Leonarda da Vinci” – recenzja
Książkę przeczytałem już jakiś czas temu, ciągle jednak zbierałem się i nie mogłem napisać jakiejś recenzji, chociażby krótkiej. Teraz nadrabiam zaległości.
Niestety, przed przeczytaniem książki widziałem film. Mimo, że było to już sporo temu (rok?), to i tak znałem zakończenie części wątków, co odrobinę zepsuło mi radość z czytania. Bowiem Brown jak zwykle zaskakuje nagłymi zmianami akcji, nic nie jest tym, czym wydaje się na początku.
Książkę czyta się bardzo przyjemnie, wiele dialogów, dynamiczna akcja. Nie brakuje także teorii spiskowych, jak i prób zademonstrowania innej niż prezentowana przez Kościół Katolicki historii Jezusa. Do tego ładne opisy wielu miejsc we Francji, jak i w Anglii.
Wiem, że wielu odsądzi mnie od czci i wiary, jeżeli powiem, że książka bardzo mi się podobała. Przykro mi, ale inaczej nie jestem w stanie napisać – bo książka w moim odczuciu była bardzo dobra. Może znaczy to, że brak mi gustu, ale tak uważam…