Impreza u Ani

30.04.2007 at 23:59:32 (My Life)

Wybraliśmy się dzisiaj na imprezę, zatem pora na relację (publikowana jako wpis z dnia 30.04, bo nic innego wtedy nie robiłem, a po co ma puste miejsce zostawać :P ).

Do Kociaka wpadłem około 15, bo tak się umówiliśmy… Ona ciągle jeszcze a papilotach była, przez co wyglądała zabawnie. Potem jeszcze biedactwo się musiało sprężać, żeby sobie spódniczkę poprasować. I jeszcze te papiloty suszyła (LoL, jak można mieć włosy mokre przez 10 godzin?). Ostatecznie spóźniliśmy się jakieś 10 sekund na 9 o 19:12… To był znak, naprawdę. Wsiedliśmy do 4 o 19:15 i przejechaliśmy z jakieś półtorej przystanka, po czym jakaś panna wjechała na tory… Auto miało ostre wgniecenie na wysokości drzwi kierowcy, ale ostatecznie laska była cała. W każdym bądź razie, czwórka swoją trasę zakończyła na dobrą chwilę. Jak to dobrze, że Kociak ubrała do tego swojego stroju adidasy (a przecież sam się z niej śmiałem – na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że zabawnie w nich wyglądała). Na piechotę ruszyliśmy, idąc najpierw do Ronda Mogilskiego, potem Lubicz do Dworca, koło Kleparza aż na Batorego do El Sol. Byliśmy tuż przed 20, o której to impreza miała się zacząć. Ola z Łukaszem byli już na miejscu, ale na Anię z Kamilem (i z prezentem) czekaliśmy jakieś pół godziny… Nie było więc powodu, żeby się spieszyć (tylko kto to mógł wiedzieć wcześniej?).

W samej knajpie było średnio, przynajmniej moim zdaniem. Sala była strasznie zadymiona (nie znoszę papierosów :/), a na stole zjadliwe były tylko chipsy… Dobrze, że chociaż kanapy były wygodne. Ostatecznie przesiedzieliśmy na nich 4 godziny… Kolejnym minusem była muzyka – według mnie do kitu (chociaż np. w pewnym momencie leciało zda mi się AC/DC, a także chyba Depeche Mode), no i za głośna. Jakby nie można ciszej tego było puszczać. Do tego ludzie (no, ale to już od samej knajpy nie zależy) denni byli. A niestety, szybko poszli ci lepsi (ot, Ania z Kamilem poszli po jakiejś godzinie, Ola z Łukaszem polizali się jeszcze z godzinkę-półtorej i też się zmyli)… No, ale Kociak koniecznie chciała szampana (więc dostała razy dwa, bo ja przecież nie piję).

Razem z ojcem odwieźliśmy Kociaka do domu i tak się to skończyło… W sumie nie było aż tak źle, ale nie zmieniło to mojej opinii nt. imprez… Ale cóż, nie narzekam, więc EOT.

Bezpośredni odnośnik 16 komentarzy

Match Point

29.04.2007 at 23:39:15 (My Life)

Ha, oglądaliśmy z Kociakiem Match Point‘a (po polskiemu to chyba “Wszystko gra”). IMO całkiem niezły film, chociaż tenisa w nim prawie wcale nie był :( A tak na to liczyłem… Kociakowi raczej się nie podobał – a przecież główny bohater był fajny. No i miał sporo szczęścia (rzut obrączką =]), a to też ważne jest =]

Do tego Kociak na nowo uczy się robić popcorn. Teraz próbowała już trzeciej oliwy (to znaczy, drugiej oliwy + jednego oleju, ale co za różnica…). Nadal są pewne braki, ale postęp widać. Tyle tylko, że IMO łatwiej po prostu kupić gotowy popcorn w sklepie – pewnie wyjdzie odrobinę drożej, ale łatwiej i, chyba, lepiej. A może to ja miałem szczęście i nie dostałem nigdy popcornu ociekającego tłuszczem? Lucky me? Widziałem także w Kefirku popcorn do mikrofalówki – chyba się skuszę i zaryzykuję kiedyś, bo to się wydaje naprawdę fajną rzeczą =]

I nie, Kociak, popcorn w Multikinie nie jest najlepszy, chociaż w kategorii Cena z pewnością prowadzi (sortowanie malejące).

Bezpośredni odnośnik 3 komentarzy

Czy umiesz robić omleta?

28.04.2007 at 20:19:25 (My Life, WWW)

Nie mogłem się powstrzymać… Tak to wyszło podczas powrotu z basenu… Kociak stwierdził, że nie umie :( A dzisiaj z Lajn rozmawiałem (o, trzecioklasiści dzisiaj skończyli LO, gratulacje Lajn i Cas!) i stwierdziła, że umie…

Zatem sonda, by każdy mógł się wypowiedzieć =] Można również zostawić odpowiedź w komentarzu (ale zagłosować też wypada).

Czy umiesz robić omleta?

Bezpośredni odnośnik 14 komentarzy

Zabawne statystyki…

27.04.2007 at 19:06:26 (My Life, Pozycjonowanie)

Jak zawsze przeglądam te wyniki wyszukiwań, które doprowadziły gości do mojej strony… I OK, część jest normalna, ale gdy widzę np. JESTEM BIEDNY WIERSZ to po prostu padam… Nie jestem biednym wierszem, pragnę oznajmić =] A niektóre wyrażają to, co myślą o moim blogu odwiedzający: who cares kogo to obchodzi. 300 wyraźnie traci na popularności, chociaż ciągle notuję jakieś wejścia. lesbi też jakby mniej…

Ostatnio jedynymi, które piszą komentarze, są Sathi i Gwen (dzięki dziewczyny!), a reszta się jakoś pochowała… Co to, mam was pojedynczo do tablicy wywoływać? Gdzie podział się Kociak, gdzie Ola (która ostatnio tylko zostawiła adres do swojego nowego bloga)? Szank? Azru? Cas? Anyone?!

Poza tym, nadrobiłem w końcu wpisy z tego tygodnia =] I Kociak nie miał racji – mam każdy dzień zapełniony. Ha!

Zaczęło się wolne… Parę rzeczy zaplanowałem:
- pojechać z Kociakiem na imprezę do Ani, a także na ognisko do Wiśni;
- skończyć i wysłać list od Lajn;
- przeczytać trochę dobrej fantastyki (m.in. zbiór opowiadań Ziemkiewicza “Coś mocniejszego”);
- wystartować z dobrym serwisem o e-Ink/e-Bookach, ew. dopracować projekt przed wypuszczeniem w świat;
- napisać bazę z JiTP;
- napisać programy z AiSD;
- napisać sprawozdania z fizyki;
- przeczytać “11 minut” (pożyczone od Kociaka);
- pouczyć się;
- … i wiele, wiele innych…

Boję się, że wiele z tej listy nie zrealizuję, ale cóż, będę się starał. Trzymajcie kciuki!

Bezpośredni odnośnik 6 komentarzy

Deja Vu

26.04.2007 at 22:57:44 (My Life)

Zwariowany dzień dzisiaj. Rano były ćwiczenia z analizy… Ponieważ Kociak stwierdziła, że może być sprawdzian z polskiego, nie poszła do szkoły… Miałem więc przyjechać wcześnie, mieliśmy popcorn zrobić (obiecywała, że tym razem nie będzie spalony) i obejrzeć wspomniane Deja Vu. Ale oczywiście, okazało się, że matka jedzie z klasą do kina, że jej nie będzie w domu, więc ja muszę być o 15, żeby siostrę wpuścić. Do tego miałem z nią pojechać na angielski :/

Zanim wypaliłem DVD z paroma filmami (Deja Vu, 300, Hard Candy), zrobiła się 12:45… Do Kociaka dotarłem koło 13:10, więc sobie tylko posiedzieliśmy i pogadaliśmy, po czym wybyłem po siostrę. W zasadzie w ostatniej chwili, bo Kasia już pod blokiem czekała. Na angielski wyjechaliśmy już w odpowiednim momencie =] żeby się nie nudzić w czasie, gdy mała się edukowała (w końcu to całe 45 minut!), skombinowałem sobie Kociaka =] Podziwiam ją, że chciało jej się wyjść tak wcześnie (angielski sis zaczyna o 16:10, my wyjechaliśmy jedynką o 15:44, a Kociak szła na piechotę i z domu wyszła o 15:10…). Połaziliśmy sobie razem po okolicy, poczekaliśmy, aż angielski się skończy i Kociak została odprowadzona na przystanek dziewiątki na Rondzie Czyżyńskim. My z siostrą poszliśmy na jedynkę (udało nam się wsiąść do dokładnie tego samego wagonu (sprawdzaliśmy numery) co w drodze na angielski =]). Ponieważ w domu byli już rodzice, w zasadzie z opieki nad siostrą zostałem zwolniony…

… Dlatego znowu pojechałem do Kociaka =] LoL. Byłem trochę po 18-nastej… Kociak więc wzięła się do robienia popcornu (jak dla mnie to znowu on taki czarnawy wyszedł… Ale dobra, nie czepiam się), potem poszliśmy oglądać film… Akurat skończył się tuż przed 21, więc szybko pobiegłem na tramwaj… Całkiem nieźle się u Kociaka filmy ogląda (bo wygodne łóżko), nawet mimo zaledwie 15” LCD…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Next page »